Upadek gospodarczy i kryzys społeczny Rzeczypospolitej


Upadek gospodarczy i kryzys społeczny Rzeczypospolitej w latach 1648-1668

 

 

1. Wyniszczające wojny przyczyną upadku gospodarczego i kryzysu społecznego

 

Przetaczające się przez ogromne tereny Rzeczypospolitej wojny z lat 1648-1667 kompletnie zrujnowały państwo polsko-litewskie.

 

Kraj pogrążył się w stanie długotrwałego upadku gospodarczego i kryzysu społecznego, których skutki szczególnie mocno odczuli pańszczyźniani chłopi, zubożali mieszczanie i drobna szlachta. Nasiliły się wstrząsy społeczne, także z udziałem chłopstwa (np. powstanie podhalańskie Aleksandra Kostki Napierskiego w 1651 roku – zob. rozdział o powstaniu Chmielnickiego). Nastąpił ogólny upadek kultury, zwłaszcza szkolnictwa, wzrost nietolerancji (m.in. wygnanie arian w 1658-1660 roku), co jednak nie przeszkodziło w rozkwicie dojrzałego baroku literackiego, malarskiego czy architektonicznego – tutaj jednak mamy do czynienia z działaniami wąskich elit, które mniej odczuły skutki wojen. Odrodzenie kulturalne widać wyraźnie już w czasach króla Jana III Sobieskiego (zob. dział „Rzeczpospolita <Piastów> elekcyjnych 1669-1696”). Natomiast upadek społeczny i ekonomiczny trwał całe dekady, a kraj już nigdy nie odzyskał utraconej pozycji, także politycznej (rozbiory lat 1772-1793-1795).

 

Istotnym czynnikiem osłabiającym Rzeczpospolitą było zmniejszenie obszaru państwa w wyniku licznych wojen prowadzonych w toku XVII wieku. W roku 1634 (pokój z Moskwą w Polanowie) RP posiadała 990 tys. km kw., a po rozejmie z Moskwą w Andruszowie (1667 rok) już tylko 733 tys. km kw. „Potop” szwedzki 1655-1660 przyniósł gigantyczne wręcz spustoszenia, był najbardziej rujnującym wydarzeniem z pasma wojen XVII stulecia. Ucierpiała też demografia – z 11 mln mieszkańców RP w latach 40. XVII wieku po wojnach pozostało ok. 7 mln. Odbudowa stanu demograficznego nastąpiła dopiero po koniec panowania Jana III Sobieskiego, czyli po roku 1690.

 

Nastąpiła tzw. agraryzacja miast – liczne drobne osady miejskie, zrujnowane i wyludnione, stawały się wioskami, bo drobni rzemieślnicy czy rzadziej kupcy, a także szaraczkowa szlachta, zmuszeni biedą, porzucali swe dawne zajęcia na rzecz uprawy roli czy hodowli zwierząt. Z reguły ludzie ci (z wyjątkiem hołoty szlacheckiej) popadali w jeszcze głębszą zależność poddańczo-pańszczyźnianą, a folwarki – spychając na dalszy plan nielicznych czynszowników czy ludzi obdarzonych wolnizną – stały się widownią znacznie surowszego wyzysku i miejscami coraz bardziej archaicznymi, budzącymi zdziwienie przybywających do RP podróżników.

 

Zwiększając wymiar obciążeń pańszczyźnianych i danin, czynszów czy podatków (prócz starych typu pogłówne, podymne, poradlne – nowe, np. wzorowane na Brandenburgii-Prusach rozmaite akcyzy), wprowadzając przymus propinacyjny w karczmach dworskich (obowiązek kupowania alkoholu), magnaci i bogatsza szlachta wetowali sobie straty ekonomiczne doby wojen. Kościół po dawnemu mógł liczyć też na dziesięcinę. Spadła wydajność z hektara (około 3,3 ziarna z 1 wysianego), zmalało pogłowie bydła i trzody chlewnej. Upadek demograficzny – brak rąk do pracy – skutkował wzrostem obciążeń ludności zależnej do i poza granice wytrzymałości.

 

Handel, rzemiosło, zalążki manufaktur (wczesny przemysł) były w stanie głębokiego kryzysu, a polsko-litewska gospodarka nie była w stanie konkurować z Europą Zachodnią, często nawet z Turcją, Brandenburgią-Prusami czy nawet Rosją. Zaniedbana polityka morska leżała odłogiem, porty – z wyjątkiem podupadłego i autonomicznego Gdańska – praktycznie nie istniały. Zresztą rola Polaków w handlu gdańskim ograniczała się do zbywania na miejscu dowiezionych Wisłą płodów rolnych, a Litwini, pozbawieni kontroli nad poddanym Berlinowi Królewcem i teoretycznie tylko podległą RP lenną Kurlandią z jej portami (Lipawa), mieli jeszcze trudniejszą sytuację.

 

Natomiast uwolnione od zależności od Warszawy Prusy Książęce, wraz z Brandenburgią, przystąpiły do aktywnej polityki handlowej, tworząc nawet okresowo faktorie kolonialne w Afryce. Podobną aktywność przejawił lennik kurlandzki RP, dynastia Kettlerów, zakładając placówki w Afryce i Ameryce Środkowej. 

 

Wzrost liczby karczem wiązał się z osadzaniem w nich – zamiast jak dotąd urzędników pańskich – licznie napływających do RP Żydów, w tym częściowo uciekinierów z objętej powstaniem Chmielnickiego Ukrainy. Liczba Żydów wzrosła z ok. 150 tys. w połowie XVII w. do ok. 500 tys. w połowie XVIII wieku. Cieszyli się oni w Polsce i na Litwie swobodą wyznaniową, mieli swój samorząd (Sejm Czterech Ziemstw – Waad Arba Aracot, od 1581 do 1764), szkolnictwo, życie społeczne i gospodarcze, nie było też w owym czasie aktów antysemityzmu, ponieważ nie istniały jeszcze takie zjawiska jak nacjonalizm czy szowinizm.

 

Z wolna jednak rodziła się niechęć od „cudzoziemszczyzny” i wszystkiego, co obce i „podejrzane”, ksenofobia, łączona z przewalającymi się przez kraj obcymi wojskami, ale też z rzekomo (nie zawsze) popierającymi ich innowiercami. W czasie „potopu” doszło do tumultów antyluterańskich i antyżydowskich w Wielkopolsce (m.in. Leszno, grudzień 1656, gdzie także zniszczono zbór braci czeskich, pokrewnych polskim arianom), a w roku 1658 sejm podjął uchwałę o wygnaniu z RP arian. Do roku 1660 kraj opuścili liczni bracia polscy (socynianie), w tym wybitni pisarze, poeci, architekci, kartografowie czy inżynierowie. Zbory ariańskie zniszczono lub przejęto na inne cele. Ich potencjał wykorzystali inni, zwłaszcza przyjmujący ich dzięki protekcji kalwina Bogusława Radziwiłła elektor Brandenburgii i książę Prus Fryderyk Wilhelm (sam kalwin). Arianie polscy, mimo pewnej nietolerancji ze strony kalwinistów i dominujących w Prusach luteran, stali się współtwórcami nowoczesnego państwa pruskiego, od 1701 królestwa.

 

W RP tolerowano wprawdzie luteran w Prusach Królewskich, autonomicznej części Korony (trzy województwa: pomorskie z wyodrębnionym Gdańskiem, malborskie z wyodrębnionym Biskupstwem Warmińskim i chełmińskie z Toruniem), jednak już w latach 70. XVII wieku doszło i tam do tumultów, głównie w Gdańsku (zob. dział „Rzeczpospolita <Piastów> elekcyjnych 1669-1696”). Prawosławie traktowano jako „herezję”, lecz punkty andruszowskie z 1667 (rozejm z Moskwą) nie pozwalały na nazbyt skrajne  działania. Nie doszło też do takich „polowań na czarownice” jak na Zachodzie Europy, jednak wzrost nietolerancji zaowocował licznymi płonącymi stosami, czy topieniem „wiedźm”.

 

Potężnie rozwinęło się natomiast katolickie kaznodziejstwo, w tym wędrowne, plebejskie, o charakterze pokutniczym. Lata wojen miały być bowiem „karą boską” za grzechy i dopustem bożym, wymagającym pokuty i oczywiście obfitych datków do kaznodziejskiej kiesy. Na brak chętnych do nauki nie narzekały, jak dawniej, jezuickie kolegia, lecz ich poziom – całkiem zresztą przyzwoity – nie był już tak wysoki jak przed wojnami. Kontrreformacja święciła triumfy, a wolna myśl mogła rozkwitać co najwyżej na elitarnej niwie naukowej i artystycznej (zob. dział  „Rzeczpospolita <Piastów> elekcyjnych 1669-1696”, rozdział o kulturze baroku).   

 

2. Skutki społeczno-gospodarczego załamania Rzeczypospolitej w połowie XVII stulecia

 

Efekty gospodarczego upadku i społecznego kryzysu państwa były porażające.

Na długie dziesięciolecia Rzeczpospolita stała się ubogim „kolosem na glinianych nogach”, o jeszcze większej niż kiedyś przewadze archaicznej gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej nad handlem, rzemiosłem czy początkującym przemysłem. Krajem wielokrotnie targały konflikty społeczne, religijne, upadek kultury zahamowało dopiero – i tylko powierzchownie – Oświecenie. Przepaść między Zachodem a Wschodem kontynentu była głębsza niż przedtem, a stan ten utrzymał się praktycznie na zawsze, mimo prób odbudowy po roku 1918 i ponownie – po 1989 roku. W zasadzie dopiero w latach obecnych mamy szansę na nadrobienie zaległości, które datują się od połowy niszczycielskiego dla Polski XVII wieku.