Rzeczpospolita "piastów" elekcyjnych


Rzeczpospolita „Piastów” elekcyjnych 1668-1696

 

 

Abdykacja Jana Kazimierza w dniu 16.09.1668 r., po dwóch dekadach rujnujących kraj wojen, powstań i rokoszy, postawiła Rzeczpospolitą w nowej, nieznanej sytuacji. Na początku nic jeszcze nie zapowiadało odmiany. Do elekcji 1669 przystąpili, tradycyjnie, kandydaci zagraniczni – Filip Wilhelm neuburski, książęta Kondeusz i Karol Lotaryński, była królowa szwedzka Krystyna oraz, nieoficjalnie, pięcioletni carewicz moskiewski Teodor. Jednak szlachta, poduszczona przez wpływowego podkanclerzego koronnego i biskupa chełmińskiego Andrzeja Olszowskiego, nagle i niespodzianie opowiedziała się za wytęsknionym „Piastem”. Był nim Michał Tomasz Wiśniowiecki herbu Korybut (31.05.1640 Olesko lub Biały Kamień – 10.11.1673 Lwów). Monarcha, wybrany 19.06.1669 r. i koronowany w Krakowie 29.09. 1669 r., był synem sławnego czy może osławionego wojewody ruskiego księcia Jeremiego Wiśniowieckiego i Gryzeldy z Zamoyskich.

 

Taki król nie mógł, zdaniem szlachty, stanowić realnego zagrożenia złotej wolności. Niczego się wówczas tak nie obawiano jak ponownych prób wprowadzenia elekcji vivente rege, wielkiego kroku ku absolutum dominium. Lecz cóż, gnuśny 29-letni grubas, znający ponoć osiem języków, ale w żadnym z nich niemający nic ciekawego do powiedzenia, stanowił całkowite zaprzeczenie energicznego Jaremy. Wobec takiego temperamentu monarchy zawarty 27.02.1670 r. na Jasnej Górze jego ślub z Eleonorą von Habsburg, córką Ferdynanda III, nie mógł niepokoić rzesz szlacheckich zgubnymi dla nich skutkami dynastycznymi mariażu.

 

Tuż po elekcji zawiązało się profrancuskie stronnictwo magnackie tzw. malkontentów z prymasem Mikołajem Prażmowskim i hetmanem wielkim koronnym Janem Sobieskim na czele, nawołujące wręcz do detronizacji ospałego potomka zbaraskiego Hektora. Przeciwwagę stanowili regaliści, którzy w 1670 omal doprowadzili do sądu sejmowego nad Sobieskim, którego ledwo uratowała wojskowa konfederacja trembowelska.

 

Listopad tego samego 1670 r. to także słynne porwanie z Warszawy Chrystiana Ludwika Kalksteina, pruskiego szlachcica i oficera m.in. w służbie RP, nawołującego do rozprawy z łamiącym pruskie swobody brandenburskim elektorem. Uprowadzili go najemnicy w służbie Berlina, za wiedzą rezydentów władcy znad Szprewy, i wywieźli do twierdzy w Memlu (ścięto go tam 8.11.1672). Król Korybut nawet kilkakroć protestował, ale widać było wyraźnie, że wyzwolony z zależności lenna pruskiego elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm, widząc chaos i bezhołowie nad Wisłą, poczyna sobie, jak chce.

 

Wisząca nad RP rozprawa z Turcją, do której doszło w czerwcu 1672 r., nie zahamowała wewnętrznych rozgrywek. Już w 1671 r. regaliści storpedowali sejmową batalię o środki na obronę, bo hetman Sobieski... był malkontentem. Mącił sam Korybut, wspierając bunt części wojsk z Wołynia. W końcu zwolennicy króla zawiązali w 1672 r. konfederację gołąbską, a malkontenci szczebrzeszyńską. Tymczasem w sierpniu padł Kamieniec, a nad państwem zawisła hańba traktatu buczackiego, oddającego Podole Porcie Otomańskiej i zamieniającej RP w lenno Stambułu. Widząc, co się święci w głębi Lechistanu, sułtan Mehmed IV zażądał ukorzenia się Rzeczypospolitej. Dopiero sejm pacyfikacyjny z 1673 r. uchwalił, prócz wzajemnego darowania win, odmowę ratyfikacji Buczacza i środki na armię, ba! na artylerię pieniądze przysłał sam papież. Nad Dniestrem i Bohem rządził już jednak niepodzielnie subbasza paszałykatu podolskiego...

 

Kiedy 10.11.1673 hetman Sobieski rozpoczynał zwycięską dwudniową bitwę pod Chocimiem, we Lwowie – z obżarstwa, a dodatkowo po zadławieniu się ogórkiem – umierał król Korybut.

 

Sukces chocimski, po którym Turcy nazwali Sobieskiego Lwem Lechistanu, utorował hetmanowi drogę do korony. Jan Sobieski herbu Janina (17.08.1629 Olesko – 17.06.1696 Wilanów) jako Jan Trzeci został królem 19.05.1674 r. Ten prawnuk hetmana Stanisława Żółkiewskiego był niezwykle popularny wśród szlachty, ale też i mocno kontrowersyjny. Nie wszystkim podobał się romans i tajny (potem oficjalny) ślub z byłą damą dworu Ludwiki Marii Marią Kazimierą d’Arquien, wdową po hulace Janie „Sobiepanie” Zamoyskim. Potencjalne zapędy ku absolutum dominium spędzały znowu sen z oczu poważnej części szlachty i magnatów, rujnując nieraz w zarodku ambitne plany nowego władcy.

 

Taki właśnie los spotkał tzw. politykę bałtycką dworu, realizowaną w latach 1674-78. Sobieski, przy sekretnym wsparciu Francji i Szwecji, pragnął rekuperować lenno pruskie, by uczynić je dziedzicznym dobrem pierworodnego Jakuba. Tak czy siak, dla Polski i Litwy byłoby to oczywiste dobro. W Europie trwała tzw. wojna holenderska (1672-78), koniunktura była sprzyjająca. Niestety, skrajna niechęć magnatów litewskich z Pacami na czele, a także przefiltrowanych przez wywiad elektorski bądź częściowo zniemczonych arystokratów wielkopolskich, storpedowała w końcu te plany. Na nic zdały się tajne traktaty – jaworowski z Francją (11.06.1675) i gdański ze Szwecją (faktycznie 21.08.1677, antydatowany na 4.08), na nic intrygi dyplomatyczne, na próżno król obsadzał starostwa Prus Królewskich – właściwie już jako hetman – zaufanymi ludźmi, na darmo organizował prywatne wojska. Nie pomogła misja szwagra, hetmana polnego litewskiego Michała Kazimierza Radziwiłła u gdańskich kupców, którzy odmówili przyjęcia w zastaw klejnotów koronnych, by monarcha miał za co dokończyć wojnę na Ukrainie i przerzucić siły nad Bałtyk. Jak widać, Sobieski – przecież król! – działał nieoficjalnie, wręcz tajnie, a alianse, zwłaszcza szwedzki – co akurat po „potopie” oczywiste, budziły silną niechęć. Tym bardziej że to właśnie Trzy Korony, za pieniądze francuskie, miały zaatakować elektora w Prusach, a miały z nim na pieńku choćby o osaczany przez Brandenburczyków szwedzki Szczecin. Ostatnim akordem awantury pruskiej, już po wycofaniu się króla z polityki bałtyckiej w 1678 r., na co wpłynęła nieudana misja w Gdańsku i kończące wojnę europejską traktaty w Nijmegen, był szwedzki atak na Prusy jesienią 1678 r. Niestety, 12-tysięczny korpus, fatalnie dowodzony, poniósł klęskę pod Telszami 7.02.1679, gdy wojsko elektora przeszło skuty lodem Zalew Kuroński i zaskoczyło wroga. Do Rygi wróciło 3.000 Szwedów. Dodajmy, że ewentualny sukces Sztokholmu, ani po wycofaniu się z gry Warszawy, ani przed, nie gwarantował nam odzyskania Księstwa Pruskiego.

 

Tymczasem front ukrainny przynosił więcej sukcesów. Król odbił niemal całe Podole, a twierdzę kamieniecką skutecznie zablokował. Niestety, i tym razem wrogość Paców popsuła efekty walk, gdyż hetman wielki litewski Michał Kazimierz Pac zwinął swe wojska i wrócił na Litwę. Ten sam, który wespół z kanclerzem Krzysztofem Zygmuntem i biskupem wileńskim Mikołajem Stefanem, także Pacami, torpedował pruskie plany dworu. Po sukcesie pod Trembowlą w 1675 r. w roku 1676 doszło do bitwy i rozejmu pod Żurawnem. Przy Wysokiej Porcie pozostała twierdza nad Smotryczem, ale sułtan poszedł na kilka ustępstw i zrezygnował z tytułowania RP swym lennem. Wskutek powyższych wydarzeń i taktycznego zbliżenia z Moskwą – gdyż hetman zaporoski Petro Doroszenko stanął po stronie Turcji – walki wreszcie ustały i aż do odsieczy Wiednia kraj mógł odetchnąć od wojen.

 

Tymczasem opozycja, opłacana z kasy wiedeńskiej i berlińskiej, nie ustawała w knowaniach, by dopiec związanemu z Ludwikiem XIV monarsze. W Małopolsce próbowano obalić króla i na tron powołać młodziutkiego Karola Lotaryńskiego. Po ujawnieniu innego spisku, tym razem inspirowanego przez zawiedziony odwróceniem sojuszy Wersal, kraj musiał opuścić oskarżony o zdradę stanu poeta Jan Andrzej Morsztyn.

 

Ostatecznie na przełomie dekad dwór porzucił politykę profrancuską i 1 kwietnia 1683 roku zawarł z Habsburgami ostrzem wycelowany w Turcję układ. Sojusznicy mieli udać się pod Kraków lub Wiedeń, zależnie od celu ataku obranego przez stronę bisurmańską. Gdy blisko 140-tysięczna armia sułtana Mehmeda IV, dowodzona przez wielkiego wezyra Kara Mustafę, ruszyła w końcu spod Belgradu na Wiedeń, król Jan Trzeci, wypełniając zobowiązania aliansu, poprowadził nad Dunaj około 27 tysięcy wojsk koronnych. Przejąwszy dowództwo nad połączonymi siłami krajów niemieckich i własnymi, miał pod komendą około 70.000 żołnierza. Dnia 12 września 1683 roku doszło do słynnej odsieczy wiedeńskiej, zakończonej klęską dwukrotnie liczniejszych wojsk wielkiego wezyra Kara Mustafy. Przełomowa była szaleńcza, dobijająca wroga szarża husarii ze wzgórza Schafberg. Polacy zebrali w obozie tureckim obfite łupy, o czym monarcha tak pięknie napisał w liście do ukochanej Marysieńki. W drugim liście, do papieża , padły wiekopomne słowa: venimus, vidimus, Deus vicit. Sukces Sobieskiego odbił się szerokim echem w Europie, ku wielkiej, z trudem skrywanej niechęci cesarza Leopolda I, zazdrosnego o laury zwycięzcy. Pamiętajmy wszakże, że z sąsiedniego Kahlenbergu, z lewego skrzydła sprzymierzonych wojsk chrześcijańskich, zeszła na Turków równoległa ofensywa austriacka, wsparta sojusznikami z krajów niemieckich, i nie można wyłącznie Polakom przypisywać odblokowania Wiednia. Aczkolwiek rola Sobieskiego i jego wojsk, zwłaszcza husarii, była absolutnie pierwszoplanowa. Wkrótce Lew Lechistanu stoczył kolejną bitwę, pod Parkanami na Węgrzech, gdzie skądinąd ledwie uszedł z życiem. Ale historia i to starcie zapisała do militarnych sukcesów Jana Trzeciego.

 

Rok 1684 przyniósł udział RP w antytureckiej Świętej Lidze, współtworzonej przez Austrię, Wenecję i papieża. Jan Trzeci nieraz odtąd wyprawiał się w wojskiem na Podole czy do Mołdawii, ale żadne z odbytych tam starć nie zmieniło obrazu sytuacji. Znów szkodziły rodzime waśnie i knowania – teraz Sapiehów, którzy kumali się z nowym elektorem Fryderykiem III. Niestety, monarsze zabrakło sił i możliwości, by zreformować anarchiczny ustrój kraju i zacząć rządzić skutecznie. Szarpał się coraz bardziej, to organizując ekspedycje na tatarskie czambuły, hen, do Budziaku (w 1686), to znów próbując zamknąć nierozliczone wojny z Moskwą (tzw. wieczny pokój Grzymułtowskiego tr.). W 1691 powtórzył wyprawę do Mołdawii, ale była to już ostatnia, nieudana w dodatku ekspedycja wojskowa świetnego skądinąd wodza. Może tylko znacznie słabszego polityka...

 

Trzeba odnotować parę innych sukcesów Jana Trzeciego. Gruntownie zreformował wojsko, choć było go wciąż za mało, bo bez reformy skarbu i sejmowania niewiele to dawało. Był też wielkim mecenasem kultury. Sam wykształcony ponad epokę i otoczenie, nie bez wpływu małżonki, otoczył się architektami, malarzami, rzeźbiarzami, literatami i muzykami. Architekci Tylman z Gameren, Józef Szymon Belotti i Augustyn Locci, malarze Daniel Schultz z Gdańska i Jerzy Eleuter Szymonowicz-Siemiginowski, rzeźbiarze jak Andreas Schlüter, także z Gdańska, wreszcie sławny astronom znad Motławy Jan Heweliusz... To nie koniec listy znajomych i przyjaciół monarchy. Dodajmy literata Wespazjana Kochowskiego, wspomnianego Jana A. Morsztyna – niestety stracił on łaski dworu i uciekł z Polski, uczonych jak historyk Joachim Pastorius – znów Gdańsk, matematyka Adama Kochańskiego. To wszak imię Jana III nosi sławne Scutum Sobiescianum, Tarcza Sobieskiego, odkryta przez Jana Heweliusza, którego król zwolnił z konieczności płacenia podatku od przechowywania tzw. piwa jopejskiego. Warto to przypomnieć budowę Wilanowa, kościół Sakramentek, Kapucynów – gdzie spoczywa jego serce, kościół Bernardynów na Czerniakowie, Pałac Krasińskich autorstwa Tylmana z Gameren, Kaplicę Królewską w Gdańsku i inne dzieła.

 

Mimo aktywnego trybu życia król-żołnierz był w latach 90. już mocno schorowany. W dniu 17 czerwca 1696 król upadł na schodach w świeżo zbudowanej wieży głównej pałacu w Wilanowie i po przeniesieniu do łoża zmarł. Żona zmarła dopiero w 1716 r. we Francji. Oboje oczywiście spoczywają na Wawelu.

 

 

Opracował Igor Strumiński